Dollys paper

I came fluttering in from Neverland, time can never stop me, no, no, no, no I know you've tried to

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
tak łatwo sprawić, żebym w kilka minut poczuła się tak dobrze

Muszę się przyznać że cały mój dzień (nie licząc jednego sprawdzianu który podnosi mi ocenę 😏) był jednym wielkim niewypałem.

Nieporozumieniem.

Umówmy się, że na końcówce dnia już płakałam. Nie wiem czy z irytacji, zmęczenia, smutku, nie umiem tego powiedzieć. Może to było uczulenie.

No i wtedy on przyszedł. Mój prywatny superbohater. Spytał się co się dzieje i chociaż nie wygadałam się (nie umiem), nie umiałam się nie uśmiechnąć.

Zauważył to. Przejął się tym.

Jestem pewna swoich uczuć i nikt, ani nic ich nie zmieni.
Tylko jedno głupie pytanie, ale kurczę. Nie umiem tego wytłumaczyć.

To niby nic, ale jednak coś. Jest coraz lepiej.

Naprawdę. Jakby wyleczył się z niezdecydowania. Jutro będzie ciąg dalszy. Jutro będę jeszcze bardziej szczęśliwa. Chce jutro.

Może to i głupie, że zachowuję się jak zakochany bachor, ale moje uczucia, mimo częstego zmęczenia i nadwerężania, nie zmieniły się od kilku ładnych lat.

Może kiedyś będzie ktoś inny. Nie umiem sobie tego wyobrazić, ale to jest możliwe. Może kiedyś ktoś inny będzie mi się śnił i przez kogoś innego będę się uśmiechała wspominając dzień. Może ktoś taki będzie. Ale zawsze mimo wszystko jakaś część mnie będzie mojego skarba. Mojej pierwszej, wielkiej miłości.

Mam nadzieję, że ja też tam jestem. U niego w głowie. Wiem, że nie ma czegoś takiego jak czynnik on/off, przez co kogoś kochamy, albo nie. Zawsze jest coś pomiędzy. Ale mam nadzieję, że gdy na mnie co chwila patrzy, albo gdy rozmawiamy, czuje się dobrze. Czuje, że mnie lubi. Czuje przywiązanie.

Jeśli odejdzie, będę tęsknić. Już za nim tęsknię, chociaż nie widzimy się kilka godzin. Ale zawsze będzie moim "pięknym" wspomnieniem.

Skarbie, to o Tobie.
05.05.2016 o godz. 18:31
Jakbym mogła sobie wybrać jedną supermoc, wybrałabym wchodzenie innym do snów.

Kiedyś chciałam czytać myśli, ale to jednak jest zbyt intymne. Myśli często przychodzą nagle, niekontrolowane, nieprzemyślane, niewyrobione, w złym szyku. Nie da się ich zmiękczyć, powiedzieć delikatniej. Odczuwamy ich sens, a to jaką mają formę, mało nas obchodzi. Myśli są jak surowe mięso, niedopracowane, dlatego łatwo byłoby nimi urazić innych.
Najczęściej w myślach krytykuję siebie, albo osoby mi najbliższe, ale nie dlatego, bo sobą lub nimi gardzę, ale bo często o nich myślę i ich kocham. Często stojąc chociażby przed lustrem myślę "jezu świnko, zacznij ćwiczyć", ale nie bo siebie nie akceptuje. Wręcz przeciwnie, obdarzam siebie narcystyczną miłością. Z miłości chce dla siebie lepiej. Nie wiem jak inni myślą, ale ja bez przerwy ze sobą rozmawiam. Ciągły monolog.
Jakby każdy mógł czytać moje myśli, odczuł by się zraniony, albo przerażony. Sam na sam z sobą nie potrafię się ograniczać. Mam dużo obsesji, więc nikt, kto nie jest mną, nie zrozumiałby mnie. Nie dla tego, bo ludzie są głupi, ale każdy jest inny i każdy wszystko inaczej odbiera, co jest w ludziach piękne.

Wracając do snów. Chciałabym wchodzić do czyiś snów, bo ludzie często śnią o rzeczach które kochają, o których marzą. Oczywiście są koszmary, gdzie śnią się rzeczy które nas straszą, ale to nie o to w tym chodzi. Chciałabym wiedzieć, że u niektórych, w ich idealnym świecie jestem, nie ważne czy z ich woli, czy nie. Chciałabym pytać o rzeczy, na których na codzień nie mam odwagi i słyszeć szczere (lub nie, ja w snach zazwyczaj kłamię) odpowiedzi. Chciałabym robić z ludźmi, których kocham, rzeczy które realnie są niemożliwe. No i we snach, każdy ma swój świat, widziany przez siebie. Jakie to musiałoby być piękne, porównywanie świata, mojego do np. mojego skarba. Jakie to byłoby łatwe powiedzieć mu, że jest tym jedynym. I spytać, czy ja też jestem tą jedyną. On by się nie bał, nie wstydził, bo to przecież tylko sen. Zwyczajny sen.

Takie przemyślenia występują u mnie po przespaniu całych lekcji, więc zapewne jutro uznam ten wpis za super głupi. No ale carpe diem.

Miłych snów (No wiem, że jest 15, ale to takie nastrojowe)

Dolly <3
27.04.2016 o godz. 15:06
To znowu ja, wiem, że tęskniliście ^^

Cały czas tu coś pisałam, a potem czytając to usuwałam, bo albo zbyt ckliwe, albo nudne, albo dziecinne, albo nijakie.

Nie nadające się na pewno do publikacji.

Poruszałam wiele wątków, ale każdy wydawał mi się nieodpowiedni. Pewnie źle poprowadzony był.

Próbuję pisać opowiadanie, ale ono tak samo słabo mi wychodzi. Mam pomysł na osoby, charaktery, emocje itd, ale gorzej na zdarzenia.

To chyba jakaś blokada.

Pomówmy też o kimś kto mi imponuje. O moim nowym koledze. Jezusku on jest taki... magiczny. Nie umiem tego opisać.Po prostu przy nim czuję się taka bezproblemowa. Zapominam o wszystkim. Miłe to, naprawdę.
Pisze cały czas do mnie i opowiada mi o każdym momencie ze swojego życia. Gdyby nie to, że jestem geniuszem i popsułam ładowarkę, a leniwość nie pozwala kupić mi nowej, zapewne teraz byłabym zbyt wciągnięta w rozmowę by tu pisać.
Bardzo lubię jego podejście do życia. Jest taki szczęśliwy. Mówi, że szczęście jest mniej męczące od smutku, a nikt nie ma czasu by żyć w cierpieniu. Mówi też, że mam najszczerszy śmiech, dlatego lubi ze mną spędzać czas. To jest takie pocieszające. Zaraża mnie swoją radością.
A mój skarb... nie wiem co z nim. Tęsknię za nim, ale jutro go nie spotkam. Pojutrze, ani za dwa dni też nie. Wątpię w to. Nie ma go i nie wiem gdzie jest. Ma wyłączony telefon. Byłam dziś u niego w mieszkaniu i otworzyła mi drzwi jakaś dziewczyna, mówiła, że śpi i nie chciała mnie wpuścić. Ale w poniedziałek znowu sobie przypomni, że mnie kocha. Mogę się o to założyć.

All the pretty stars shine for you, my love
Am I the girl that you dream of?



Ps. Derek umarł.
21.04.2016 o godz. 15:52
Dzisiaj dzień był piękny.

Słoneczko świeciło, mama zrobiła mi jedzenie, kupiłam sobie śliczne buciki, no i ogólnie było fancy.

To znaczy, teraz czuję się fatalnie, ale pracuję nad tym.

Po pierwsze, jestem zwolenniczką całkowitego wycięcia i wyeliminowana z naszego ekosystemu każdą roślinę, która pyłkuje, jakkolwiek się to poprawnie nazywa. Przez te wredne i niepotrzebne rośliny, płaczę, kicham, swędzi mnie skóra, no i ogólnie umieram. Nie polecam. Alergicy łączmy się!

Po drugie, zostałam parszywie olana, przez dziecko, które potem połóciło się ze swoim najlepszym przyjacielem, bo wyszedł ze mną zamiast niego. Kochanie pozdrawiam :*

Często każdy mówi, że to kobiety są niezdecydowane.

Szczerze, wątpię. Jasne, kobiety mogą nie wiedzieć, jaki kolor lepiej pasuje do danych mebli, miedziany czy cynamonowy, ale pod względem uczuciowym są takie same jak mężczyźni.
Poprawka. Nie jesteśmy tacy sami, ale w sumie każdy jest inny. Nieważne, za bardzo skąplikowany tok myślenia.

Tak czy inaczej, w moim związku to ja jestem ta stabilna (kolejna poprawka, oboje jesteśmy niedojrzałymi, humorzastymi bachorami, ale ja przynajmniej idę w jednym kierunku, albo chociaż nie rzucam się w każdą możliwą stronę.), on jest bardziej jak "hej, od dzisiaj nie lubie cytryny, ale zrobię sobie lemoniadę i wypiję ją na złość tobie, potem będę krzyczał na ciebie, że mnie nie powstrzymałaś, bo czemu nie, a potem najchętniej pobije każdego kto lemoniadę też by chciał, nie ważne czy byś mu dała, czy nie, bo co mnie to kurwa obchodzi, na sam koniec się na ciebie obrażę, bo nie będziesz chciała już pierdoloniej lemoniady, nie ważne, że przed chwilą miałem o to problem, i poniszczę każdego, kto się do ciebie zbliży, bo jeszcze też zrobi lemoniadę, podczas gdy ja będę robił lemoniadę z każdym innym, potem się jeszcze upije, zadzwonię do ciebie w nocy, albo przyjdę, powiem ci coś od serducha i BUUUUM, znowu polubię cytryny, przynajmniej na chwilę, no itd.

Sami się domyślcie co to cytryna i lemoniada.

Tak czy inaczej, czekam na mój happy end.

No i oglądam Housa <3 kocham ten serial. Znam każdy odcinek na pamięć, naprawdę, siedzę i recytuję ich kwestie. Nie lubie tylko ostatniego sezonu, nie ma moich ulu postaci (pomijając Housa <3 no i Formana), Cuddy, 13, Wilsona wcięło, Cameron, Jesse, Taub, no każdego. Tak więc, ostatniego sezonu nie oglądam, inne kocham.

Ogólnie kocham seriale, ostatnio jestem bardzo wciągnięta w Słotkie Kłamstewka (podobne do Plotkary, ale Plotkarze nie dorównuje niestety.), Kości, no i Zabójcze Umysły. No i In The Flesh, płacze, bo nie będzie 3 sezonu. Zrobiłabym wszystko by go stworzyli i nie tracę nadzieji, jakaś stacja musi go odnowić, to arcydzieło.

Milusiego dnia ^^
17.04.2016 o godz. 16:43
Często mi się wydaje, że nie mam z kim spędzać czasu, więc muszę być bardzo nudnym człowiekiem, skoro mnie nikt nie lubi.

Zrozumiałam jednak, że to ja odpycham od siebie ludzi. Chociażby dzisiaj T. prosiła mnie, bym przyszła w weekend na jej urodzinowe party, ale ja powiedziałam, że przepraszam, nie mogę, wyjeżdżam. (Jak już mówiłam, potrzebuję tego)
D. chciał mnie namówić na kino, ale uznałam, że nic ciekawego nie leci, a do mojego skarba nadal się nie odzywam, bo po co.

Mam oczywiście przyjaciół, ale oni mają swoje życia, w których też często nie mają czasu i też często im się nic nie chce.

Moi przyjaciele to najbardziej wyjątkowe osoby na tej planecie. Różnią się od siebie i siebie nie znają, to znaczy znają, ale nie mają ze sobą kontaktu.

Chciałabym się nimi podzielić, bo chciałabym, by każdy miał chociaż jedną taką osobę, ale na każdego z nich, chciałabym poświęcić osobną notkę. Są tego warci, naprawdę.

Kocham ich. W różne sposoby, bo nie da się kochać tak samo. Czasem się zastanawiam, czy w mojej tru low forewa and ewa nie jestem zakochana. Jednak ona mnie nie pociąga, jak np. mój skarb (gdy nie jest totalnym idiotą), tylko ją kocham w taki słodki niewinny sposób. Nasza relacja jest całkowicie bezinteresowna, myślę, że znalazłam osobę, która do mnie w stu procentach pasuje. A ja do niej ^^
Drugą dziewczynę, którą równie mocno kocham, znam od zawsze, dlatego jest jedną z naprawdę nielicznych osób, której zawsze ufam. Nie wierzę, że mogła by mi coś złego zrobić. Ale ona ma też taki charakter, no i też mnie kocha.

Oczywiście staram się każdemu mojemu przyjacielowi ufać, ale mam z tym problem. Często mam wrażenie, że coś jest przeciwko mnie, chociaż tak nie jest. Dlatego nieufności nie okazuję.

Czasami moi znajomi mnie irytują. Wszyscy, dosłownie. Ale myślę, że to dlatego, że za dużo czasu z nimi spędzam. Np. w klasie, jestem otwarta i lubię z każdym spędzać czas, ale spędzając go tak dużo, irytacja sama przychodzi. Ja zapewne też ich irytuję i mi to pasuje.

Często mam takie dni, gdzie czuję, że fala mroku, smutku i wszystkiego co najgorsze mnie zalewa. Wtedy nie mam ochoty rozmawiać z nikim, albo wręcz przeciwnie, potrzebuję rozmowy. Najgorzej jest, gdy nikt nie ma czasu. Oni nie wiedzą, że potrzebuję tego, bo gdy jestem zła, czy smutna, wolę pogadać o czymś, co mnie rozproszy. A gdy jest już naprawdę źle, jestem żałosna. Wtedy nikt i nic mnie nie wyciągnie z łóżka i od lodów. A wiadomo dupa rośnie.

Myślę, że każdy mnie przytłacza i jestem troszeczkę aspołeczna, ale tym walczę. Nie lubię znajomych mojego skarba, ale jestem często zmuszana do spędzania z nimi czasu, dla niego. To nie jest tak, że oni są jacyś źli, albo irytujący, po prostu ich nie znam i jakoś ostatnio nie mam ochoty poznać. Czuję się w ich towarzystwie niezręcznie, bo oni mają utworzoną grupę, do której ja nie należę. A mój skarb ich bardzo lubi. Oni go bardziej, ale to inny temat. Wiem, że niektóre dziewczyny w ich paczce są o mnie zazdrosne, widzę to. Wiem, że mój skarb często nimi też jest zainteresowany, ale fizycznie. One też to wiedzą i wiedzą, że on ma uczucia tylko do jednej osoby (czyli mnie jak coś) i, że on jest za bardzo bezuczuciowym i chłodnym chłopcem, to wskrzeszenia choć iskry więcej dla nich. Nie jestem zazdrosna. Wiem, że on jeszcze nie dojrzał.

Nie umiem oceniać postępowania tych na których mi zależy. Jak moj przyjaciel zrobi coś złego, nie będę o tym myśleć jak o złej rzeczy, bo będę chciała go zrozumieć, a nawet jak mi się to nie uda, to zaakceptować.

Kiedyś chciałam zmieniać ludzi, na takich, jakich mi się wydawało, że będzie im dobrze. Że będą szczęśliwsi. Tak naprawdę wyrządziłam im krzywdę. Np. J. Była smutna, zamknięta, obojętna, teraz tryska optymizmem, zapałem i sztucznością. Widzę, że nie lubi siebie.

Zrozumiałam, że powinnam każdego akceptować takim jakim jest i nigdy nie zmieniać. Teraz przychodzi mi to już z łatwością .

Nie wiem do końca o czym miało to być. O mnie, o moich znajomych, przemyśleniach, może się chciałam poużalać.

Nie wiem, czy komukolwiek będzie się chciało to czytać, ale jeśli tak, to bardzo mnie to uszczęśliwia.

Kolorowych snów
14.04.2016 o godz. 21:19
Czuję się okropnie.

Nie pod względem psychicznym, a fizycznym. Chociaż psychicznym trochę też.

Mogę poopisywać jak to mnie głowa boli, ile to przytyłam, jak bardzo mało spałam i jak bardzo traci na tym moja twarz, ale kogo to obchodzi. nikogo, mnie też nie.

Mój skarb się do mnie nie odzywa, albo ja do niego, nie wiem. Zostałam dzisiaj całkowicie olana i oskarżona o olewanie równoczesnie.

Moi przyjaciele mnie irytują, czuję się odpychana. Wiem, że przesadzam, dlatego nic nie mówię, ale nie mogę doczekać wyjazdu w weekend. Powinnismy od siebie chociaż przez te dwa dni odpocząć.

Jakos nie mam humoru. Przez to każdy uważa, że mam jakis super duży problem, a mówiąc szczerze, nie mam. Dzieje sie to co zawsze, czyli nic. Po prostu mam słabszy dzień. Nic mnie nie obchodzi i jednoczenie wszystko mnie przytłacza. Cos czuję, że pójdę spać.

Życzę każdemu miłego dnia ^^
Tagi: przemyslenia
13.04.2016 o godz. 17:23
Chciałabym go rozumieć. Naprawdę chciałabym.

Ale nie rozumiem.

Jak można mówić, że dla mnie wszystko, a potem się zabijać?
"Hej skarbie, wyjdźmy na miasto, spędźmy więcej czasu razem, tęsknię a ty czasu nie masz, chodź, obiecuję nie będziesz żałować, a tak przy okazji, wiesz że zamierzam cię zostawić?"

Próbowałam z całej siły go uszczęśliwić, ale on chyba lubi być nieszczęśliwy. Albo lubi mnie unieszczęśliwiać. Tak, muszę to wreszcie przyznać głośno, wiem, że lubi patrzeć jak płacze. Mówi, że do twarzy mi ze smutkiem. Czasem mi się wydaje, że tylko czeka, aż się załamię. Jakby go to podniecało. Patrzeć na mój ból.

Czasem mi się wydaje, że on nie odczuwa żadnych emocji. Że jest psychopatą. Naprawdę tak myślę, patrząc jak bawi się każdym po kolei. Chcę się łudzić, że jestem wyjątkiem, ale nie jestem. Bawi się mną.

Co jeszcze gorsze mi się to podoba. Wciągnęłam się w to. On nie jest dla mnie dobry, ale chcę go. Chce tego. To nie miłość, to chora, masochistyczna relacja.

Najzabawniejszy jest moment, gdy przegina. Gdy go zostawiam. Gdy odchodzę. I to wtedy to on jest tym cierpiącym. Nie umiem opisać go w tej sytuacji. Nie przeżywa smutku jak ktoś normalny. Coś go rozwala w jego umyśle, zamyka się na wszystkich i wszystko. Nie powie mi wprost, że przeprasza, że tęskni. Będzie wolał mi popsuć życie i każdemu chłopakowi (sorka, każdej osobie) który się do mnie zbliży.

Tak, on jest cholernie zazdrosny. A mnie to wkurza. Wybraliśmy rodzaj "związku" otwartego. Wiem, że mnie kocha. Tylko czemu ja mam go akceptować, a on mnie nie?

Nie powinnam tego pisać. Nie chce być hipokrytką. Akceptuje go takiego, wykańcza mnie to, ale go akceptuje.

Tylko go nie rozumiem.

10.04.2016 o godz. 21:27
Zapowiada się dłuuuga noc.

Mam tyle nauki ;/ Nie wiem jak się wyrobię i wstanę do tego jutro jeszcze jako wczesniej, ale mi się uda ^^

Jestem tylko troszkę zła na siebie, że nie umiem sobie wszystkiego rozplanować, by nie siedzieć w sobotę cały dzień na dworze albo w łóżku, a w niedziele wieczorem dopiero brać się za siebie ;/ \

Jednak oceny są ważne, a nauka jeszcze bardziej - muszę dostać się na studia. Od dziecka było powiedziane na jakie i to chyba jest jedna z najbardziej wywołujących frustrację rzeczy. Nie to, że muszę zrobić co trudnego, ale brak wiary we mnie, Chyba jestem jedyną osobą, która wierzy spełnienie się moich planów. Co chwila jest mi wytykane jak słaba jestem, mimo, że uczę się nad przeciętnie dobrze - ale nadal za słabo. Z tego powodu robię często się zła i niepotrzebnie się wyżywam na biednych ludziach z cafejki któzy robią o 40 min za długo moją kawę. Przepraszam, że krzyczałam, ale to była przesada, kawę można zrobić w max 10 min. Ugh. Wracam do książek.

Życzcie mi powodzenia z j.polskim, biologią, chemią, i matmą ;/
10.04.2016 o godz. 19:55
Miałam dzisiaj zamiar gdzieś wyjść, ale jakoś łóżko wydaje się bardziej przyjemne ;/

Jestem zakochana. Albo raczej mam obsesję.

Nasze relację są dosyć dziwne. On jest niedojrzały, starszy, ale zachowuje się często jak dziecko (co z niewiadomych powodów wydaje mi się słodkie). Oboje w związkach szybko się nudzimy, dlatego ich unikamy. Miałam kilka dłuższych związków, które uważam za udane, ale one rozpadały się właśnie z braku mojego zaangażowania.
Dlatego postanowiliśmy nie wchodzić w związek.
Wydaje mi się, że z czasem wypala się potrzeba starania o drugą osobę, wypala się tak zwana miłość. Często tylko jedna osoba dźwiga na sobie ciężar związku, poświęca się, próbuje wszystko ratować. Często nie ma już czego, co tą osobę załamuje, bo jest zajęta zatracaniem się w syzyfowej pracy.
Gdy poznajemy nową osobę, staramy się pokazać najlepszą stronę siebie, czasami nawet udajemy kogoś kim nie jesteśmy. Z czasem granie kogoś robi się męczące, chyba, że ktoś jest tym typem osoby, która lubi co chwila być kimś innym ;)

Moim zdaniem, najważniejsze jest pełne zaakceptowanie drugiej osoby, z każdą wadą. Bez próby zmieniania kogoś.

Miałam kiedyś z tym problem, ale nie umiałabym szczerze powiedzieć, że tych chłopców kochałam.
Teraz kocham. Mojego niedojrzałego chłopca.
Ma wiele słabości, do używek, kobiet, pieniędzy. Ale to tworzy jego barwną osobę.
Często słyszę, że ma nową "dziewczynę", zawsze wtedy się śmieję. To, że z kimś spędził noc nie znaczy, że kocha.
Jest bardzo nieufnym człowiekiem, jak ja, a to, że opowiada mi rzeczy, sekrety, których nikomu innemu by nie powiedział, potwierdza mnie w przekonaniu, że warto. To mnie zabiera na wycieczki, ze mną spędza tak banalne wydarzenia jak walentynki, do mnie dzwoni by powiedzieć "dzień dobry", o mnie się troszczy. To mi wyznaje miłość i przede mną płacze. Mam tylko dla siebie tą część, na której mi najbardziej w ludziach zależy.

Pokazał mi swoją duszę

Czy bycie z nim jest męczące?
Kiedyś było. Kiedyś płakałam. Błagałam. Robiłam wszystko co zechciał i tym go od siebie odpychałam. Zawsze coś do mnie czuł, ale nie chciał mnie i siebie skrzywdzić związkiem.
Teraz mnie to nie męczy, co więcej podoba mi się ta sytuacja. O ile czasem łamie się coś we mnie, gdy widzę go z inną, o tyle ja to akceptuje. Bo gdy nią skończy się bawić, zadzwoni do mnie.

Może kiedyś będzie chciał się ustatkować, zwolnić. Może ze mną, może z kimś innym. Ta myśl też jest nieprzyjemna, ale staram się cieszyć tym co mam teraz.

Może ta miłość się kiedyś wypali, co wydaje się nieprawdopodobne. Może obsesja mnie zmęczy. Może oboje poznamy kogoś innego.

Chciałabym z nim uciec, tam gdzie nikt nas nie zna i żyć tak jak zawsze chcieliśmy.

Kocham go.
Naprawdę.
Każdym skrawkiem mojego umysłu.
I wierzę, że to co robię jest dobre i właściwe.
09.04.2016 o godz. 10:30
Miałam zamiar otworzyć bloga już jakiś czas temu. Nie wiedziałam, czy zechce pisać opowiadania, czy raczej o sobie, ale że pisanie o sobie samym jest łatwiejsze, zacznę od tego.

Podobno łatwiej jest wybaczyć największemu wrogowi, niż przyjacielowi, ale z tym się nie zgodzę.

Przebaczenie zawsze przychodzi trudno, no chyba że się nauczymy przebaczać. Mimo wszystko, jest to bardzo pomocna umiejętność, ponieważ żyjąc z żalem o coś, tylko my na tym cierpimy. Tylko nas samych to boli.
Nigdy nie miałam większego problemu z przebaczaniem, miałam natomiast z ponownym zaufaniem. Mam kilka osób w swoim życiu, które kocham w jakiś sposób, zrobiłabym dla nich naprawdę dużo, zawsze mogą na mnie liczyć. Jestem tym typem osoby, która nie potrzebuje kogoś na wyłączność, a mimo to lubię okazywać swoją miłość. Wiem, że każdy ma swoje życie i nie chciałabym go całkowicie wypełniać, nie ważne czy chodzi mojego skarba, przyjaciółki itd. - to stałoby się nudne. Mimo to, że większości z tych ludzi znam od urodzenia, rozumiemy się i dopełniamy w pewien sposób, nadal im nie umiem zaufać. Cokolwiek się dzieje, przypuszczam najgorsze. Wiem, że to jest moja słabość, której staram się nikomu nie okazywać. Przecież nie ma nic gorszego od bycia wiecznie podejrzewanym.
Są jednak sytuacje gdzie po raz drugi nie warto próbować komuś ufać. Przykładem może być moja niegdyś ukochana przyjaciółka B. Była ode mnie młodsza, ale zawsze wydawało mi się, że jest dojrzalsza, czym mi bardzo imponowała. Była też bardziej rozrywkowa od ludzi z którymi wtedy spędzałam dużo czasu, dlatego często się spotykałyśmy. Jej chyba najbardziej imponowała moja zaradność, oraz to, że zawsze potrafię przekonać kogoś o swojej racji. W tamtym okresie bawiłam się ludźmi i eksperymentowałam, dlatego szybko nauczyłam się manipulacji (oczywiście nie wykorzystywałam jej na osobach mi bliskich), której ona też chciała się nauczyć. Potem wyjechałam do Anglii na dwa miesiące i przez ten czas zdążyłam skłócić się z osobą dosyć wpływową w pewnych kręgach, tych w których B. chciała być. Pierwsze co zrobiła gdy wróciłam to zjechała mnie z góry do dołu, zrywając ze mną znajomość, przez powody które pewnie usłyszała na swoich "melanżach". Na początku próbowałam z nią porozmawiać i gdyby chociaż raz spróbowała jakoś mi wytłumaczyć, co jej np. nie pasuje, zapewne do dziś byśmy się przyjaźniły. Ona chyba jednak odebrała sytuacje tak, że to ja będę w nieskończoność za nią biegać. No i tu się ukazuje najistotniejsza reguła
Odpuść aby wygrać.
Odpuściłam. Po miesiącu, przy przypadkowych spotkaniach (mamy wspólnych przyjaciół)była dla mnie jeszcze bardziej nieprzyjemna, aż mnie przeprosiła. Na początku myślałam, że jak to się już zdarzy to jej nie odpuszczę, ale nieodpuszczanie jest takie męczące. Pierwsze o co mnie poprosiła po przeprosinach była pomoc z chłopakiem. Śmiałam się z tego i powiedziałam że nie znam sytuacji więc nie pomogę. Po prostu B. wydała mi się wtedy nie warta kolejnej mojej dawki zaufania.
Oczywiście sytuacja nie była jakaś drastyczna, ale powiedziała mi kilka przykrych słów, a ja naprawdę przeżyłam sytuację, czego starałam się nie pokazywać. Po pogodzeniu kilka razy poważniej rozmawiałyśmy, bo ona ma tendencje do wpadania w kłopoty, ale nigdy nie wróciłyśmy do początkowych relacji. Bo ja nie chciałam. Ona już mną nie gardziła.
Szanuję ją do dzisiaj, bo szacunek jest ważny. Także ją lubię. Jest interesującą osobą, ale jak dla mnie za interesującą. Nie ma sensu siedzieć w czymś co by mnie męczyło. Ani czuć niepotrzebnego żalu, który tylko mi by wadził.

08.04.2016 o godz. 22:47
Dolly
Dollys paper
O mnie: Fanatyczka seriali, miłośniczka poezji, uzależniona od jedzenia ^^ Jeśli czegokolwiek potrzebujesz - pisz śmiało ;)
statystyki